wydarzenia
Wielki Łuk czyli pyrrusowe zwycięstwo
„Architektura to niekończąca się historia, na której koniec, jako twórcy, nie mamy pełnego wpływu” – tym celnym zdaniem Oskar Zięta, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich projektantów i innowatorów, otworzył lipcowe spotkanie OKK PR! z cyklu „Kino i Architektura” podczas, którego zebrana tłumnie publiczność zobaczyła w Kinotece film „Wielki Łuk”.
Obraz z 2025 roku to fabuła oparta na prawdziwej historii z lat 80. XX wieku, kiedy to ówczesny prezydent Francji François Mitterrand ogłosił konkurs architektoniczny na „nowy Łuk Triumfalny” (Grande Arche), ikonę biznesowej dzielnicy La Défense w Paryżu z okazji obchodów 200-lecia Rewolucji Francuskiej. Ku powszechnemu zaskoczeniu i mimo silnej konkurencji wygrał go nieznany duński architekt Johan Otto von Spreckelsen, mający w dorobku zaledwie kilka kościołów i… własny dom.
Tak też zaczyna się film „Wielki łuk” w reżyserii Stéphane’a Demoustiera na podstawie książki Laurence’a Cossé pod tym samym tytułem, który jest opowieścią o zderzeniu twórczej wizji z polityczną i biurokratyczną maszyną, czyli konflikcie, który w mniejszym lub większym stopniu zawsze pojawia się podczas artystycznych realizacji dla odhumanizowanych instytucji. Przekornie projekt Grand Arche miał być właśnie wcieleniem humanitarnych idei i kwintesencją braterstwa, którego całkowicie zabrakło przy jego realizacji.
Jednym z głównych atutów obrazu jest świetne aktorstwo Claesa Banga odtwórcy głównego bohatera, genialnego architekta, człowieka wielkiej wizji i ambicji, ale małej elastyczności i znikomej umiejętności komunikacji. Raz podziwiamy go za nieugiętość i obronę wielkiej sztuki, innym razem irytuje nas twardą bezkompromisowością i egocentryzmem w stosunku do współpracowników, takich jak Paul Andreu. Ciekawie zarysowane jest napięcie między Duńczykiem a oddaną mu małżonką, którą w oślepiającym szale walki o swoje zdanie brutalnie odtrąca. To też opowieść o tym, co w życiu jest najważniejsze i kiedy zaczynamy o tym zapominać.
Niewątpliwie dla zebranych w Kinotece architektek i architektów oraz osób eksperckich z branży design film miał uniwersalny wymiar, bo znakomicie ilustrował kolejne etapy materializowania idei oraz wymagający proces wcielania w życie architektonicznych projektów i zespołowej pracy. Dynamiki dodawał satyryczny obraz Francji lat 80. i świetna kreacja Michela Fau w roli prezydenta, choć świadomość, że żyjemy pół wieku później, a trud współpracy z większością państwowych instytucjami niewiele się zmienił na pewno nie nastroiła pozytywnie. Podobnie jak finał filmu, która brutalnie zobrazował cenę jaką nieugięty twórca może zapłacić za realizację wielkiego marzenia i konsekwencji – w przypadku Otto von Spreckelsena – swego opus magnum.
Film należy do inteligentnych i dopracowanych estetycznie od pierwszych kadrów, w którym nawet łowienie ryb przez wybitnego Duńczyka symbolicznie zapowiada jego obsesję idealnym sześcianem. Jednocześnie jest to kino emocjonalnie wystudzone i chłodne niczym idealny biały marmur z włoskiej Carrary, który był idée fixe Spreckelsena. Nawiązując do otwierającej spotkanie opowieści Oskara Zięty o historii powstawania jego NAWY na Wyspie Daliowej we Wrocławiu, w obrazie zabrakło żywiołu ognia, który mógłby poruszyć. A dobry projekt to równowaga wszystkich elementów. Seans „Wielkiego Łuku” był za to świetną i pouczającą codą ciekawej branżowej dyskusji, jaką przed projekcją moderowała Olga Kisiel-Konopka, CEO OKK PR!.
O procesie twórczym, wielkich wizjach i projektach w zderzeniu z inwestorami i twardą rzeczywistością Olga Kisiel-Konopka rozmawiała między innymi z architektką Magdaleną Federowicz-Boule, założycielkę pracowni Tremend, autorkę znakomitych projektów hotelowych, która stwierdziła, że „im dłużej projektuje, tym częściej dochodzi do wniosku, że warto myśleć prosto i projektować prosto”. Podczas panelu pochwały za mariaż funkcjonalności z estetyką zebrała realizacja Warszawskiej Wytwórni Energii – jednego z najbardziej zaawansowanych technologicznie i architektonicznie obiektów infrastrukturalnych w Europie, którego projektant, Bartłomiej Grotte, prezes zarządu pracowni Foroom również był gościem spotkania. Z kolei Konrad Grabowiecki, architek, urbanista, współzałożyciel i wspólnik pracowni BBGK Architekci zauważył, że choć w niemal każdym projekcie budżet jest ograniczeniem, to „z tych ograniczeń radzą się najfajniejsze pomysły”, a architekt to szczególna powinność, która „łączy różne niemożliwe rzeczy i próbuje wytworzyć nową wartość”. Zajmujący panel zakończyła rozmowa o polskich aspiracjach i szansach w konkursie „Living Places” Kontakt-Simon. Marcin Oleszczuk, dyrektor ds. Rynku Projektowego w Kontakt-Simon, zapytany o to co zrobić by go wygrać, podsumował, że wszyscy, którzy przysłuchiwali się dyskusji na pewno już to wiedzą, bo właśnie o takich projektach – stworzonych dla człowieka i odpowiedzialnych społecznie, toczyła się lipcowa rozmowa z cyklu „Kino i Architektura”.












