Designteka

lifestyle, wydarzenia

Jeff Koons i intymny portret artysty

29.01.2026

„Jedyne, co mamy to nasza przeszłość” – przekonuje z uśmiechem najdroższy artysta świata w poświęconym mu dokumencie pod tytułem „Jeff Koons – portret intymny” w reżyserii Pappi Corsicato. Po seansie tego wyjątkowego filmu mamy już pewność, że wspomniana przeszłość, a przede wszystkim jej akceptacja, to fundament artystycznej działalności Koonsa i klucz do rozumienia jego sztuki.

Obraz przedstawiający ikonicznego artystę został wyświetlony w grudniu 2025 roku w warszawskiej Kinotece podczas kolejnego już spotkania w ramach autorskiego cykl „Kino i Architektura” organizowanego przez OKK! PR i Kinotekę. Ten wyjątkowy cykl łączy środowisko architektów, projektantów oraz producentów designu, stając się ważnym i cennym polem wymiany myśli, doświadczeń i inspiracji dla ludzi z branży i entuzjastów pięknych wnętrz.

Ostatnie w 2025 roku spotkanie i projekcja filmu poprzedziły aż dwa wydarzenie – panel dyskusyjny moderowany przez Olgę Kisiel-Konopkę, dyrektorkę zarządzająca OKK! PR oraz prowadzona przez nią rozmowa z innym wyjątkowym artystą, Michałem Korchowcem, połączona z pokazem jego świetlnych obiektów, które znajdują się w prywatnych kolekcjach na całym świecie.

Szczerość i wrażliwość Korchowca były doskonałym preludium do seansu o drodze artystycznej amerykańskiego artysty, któremu podczas całej projekcji towarzyszyło kolorowe światło unikatowych świetlnych rzeźb Korchowca, dialogując z ukazywanymi na ekranie obiektami Koonsa i rzucając nowy intertekstualny kontekst na prace obu artystów.

Zanim jednak doświadczyliśmy tych wizualnych wrażeń, w sali kinowej miejsce miała część merytoryczna, czyli rozmowa z zaproszonymi ekspertkami. Na pytanie Olgi Kisiel-Konopki, czy sztuka musi szokować, Anna Klammer, wicedyrektorka Przyjaciół Muzeum Narodowego w Warszawie, odpowiedziała, że choć faktycznie współpracuje z przedstawicielami tego rodzaju sztuki, to szokowanie nie jest warunkiem tego, by sztuka zostało zauważona. „Musi być po prostu dobra” – podkreśliła.

Klammer wspomniała też o niezwykle progresywnym projekcie „Spragnienie piękna”, który zainicjowało stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Narodowego w Warszawie, w czasie którego powstają obiekty w interdyscyplinarnej współpracy artystów, czyli twórców pierwotnego dzieła i „interwencji” innego artysty. „Jak wspomniała Olga, co roku zapraszamy do projektu jednego artystę – kontynuowała Klammer. – W tym roku był to Marek Bimer, wcześniej były prace Malwiny Konopackiej, w zeszłym roku był Oskar Zięta.  I rzeczywiście przekazanie tych obiektów innym artystom było niepowtarzalnym doświadczeniem, bo dzieła były deformowane, przekształcane w rozmaity sposób, na przykład na pracach Bimera grawerowane były cytaty z książek Noblistki, Olgi Tokarczuk.” Na koniec Klammer wspomniała o trendzie powrotu figuracji wśród świadomych kolekcjonerów i miłośników sztuki, którą określiła rodzajem „mistycznej figuracji”.

Z kolei architektka Dorota Terlecka, właścicielka Biuro Kreacja, dodała, że ważne jest to, był sztuka była autentyczna i odwołała się do wcześniejszej wypowiedzi Michała Korchowca, który opowiadając swoją historię uwypuklił rolę poszukiwania własnej, autorskiej drogi.  „Przy tworzeniu wystaw, ważne jest poznanie artystów, poznanie ich drogi, ale też współpracy z nimi” – dodała Terlecka. Podkreśliła, że w komponowaniu wystaw najtrudniejsze jest to, by aranżacja nie stała się konkurencją dla sztuki: „To, co robimy jest tym tłem, którego czasem nie widać i może nawet dobrze, że go czasem nie widać, bo to sztuka jest najważniejsza.”

Z kolei Anna Fedorowicz, architektka i współwłaścicielka Tremend, pracowni, która łączy formę i funkcję z narracją miejsca, zaznaczyła, że „projektując obiekt, zawsze trzeba mieć jakąś myśl przewodnią” i pamiętać o kontekście i osadzeniu danego obiektu, oraz zwrócić uwagę na odniesienia do architektonicznych konkretów i właściwości miejsca takich jak forma, kolor, światło czy historia opowiadana w ramach storytellingu. Sztuka w jej odbiorze może być przygodą zarówno dla projektujących i umiejętnie komponujących ją z architekturą, jak i dla przyszłych użytkowników tych przestrzeni. „Sztuka oczywiście może też być elementem szokującym podkreślającym rangę obiektu – – wyjaśniła Fedorowicz. – I bardzo chętnie z takiej korzystamy. Ale przede wszystkim wspieramy młodych polskich artystów i to jest naszym priorytetem.”

A w tym Tremendowi pomaga m.in. Joanna Polus – art advisorka, która dołączyła do dyskusji powołując się na swoje wieloletnie doświadczenie: „Raz jest chęć, żeby to co proponuję było kontrowersyjne, innym razem, żeby to się wpisało i było totalnie częścią spójną.” Polus podkreśliła, że budowanie kolekcji to wynikowa wielu czynników, między innymi charakteru firmy, od której dostaje zlecenie: „Każda inicjatywa, każda marka ma swoje szczególne DNA, i każde jest oczywiście inne, więc swój research i poszukiwane dzieła muszę dopasować do tych potrzeb.” Joanna Polus wspomniała też o roli efektu „wow”, który poniesie odbiorcę, a w tym wypadku użytkownika przestrzeni i dodała na koniec istotną rzecz, z która zgodziły się pozostałe uczestniczki panelu: „architektura bez sztuki jest jak pozbawiona duszy”.

W ten sposób nastąpiło płynne przejście do filmowej historii Koonsa i jego ikonicznych rzeźb, rozpoznawalnych nie tylko przez znawców sztuki, ale też każdego miłośnika popkultury. Jeff Koons niewątpliwie zrewolucjonizował współczesną rzeźbę. Po Marcelu Duchampie i jego ready-madach, Koons jest kolejnym, który skutecznie wprowadził do przestrzeni galerii przedmioty już istniejące i użytkowe, selekcjonując je ze względu na ich nowość na rynku – jak odkurzacze – ale też banalność – jak dmuchane zabawki czy balony – co stało się znakiem rozpoznawczym jego estetyki. Jego kultowe prace takie jak „Balloon Dog” obecnie reprodukowany na masową skalę, czy „Rabbit” – dzieło sprzedane najdrożej w historii sztuki, bo za 91 mln dolarów – są kontrastową grą między ulotnością i nietrwałości tanich zabawek, a trwałą posągowością luksusowych, lustrowatych form, pożądanych przez zamożnych odbiorców konsumpcyjnej kultury.

W wyświetlanym w Kinotece filmie włoskiego reżysera, poznajemy Koonsa jako dojrzałego i niezwykle świadomego mężczyznę – głowę wielodzietnej rodziny, męża ukochanej żony i czułego ojca dwojga dzieci z poprzednich związków. Dowiadujemy się jakie są ulubione prace jego dzieci – najczęściej wygrywa „Puppy” czyli ikoniczna rzeźba teriera pokrytego żywymi kwiatami w Bilbao – oraz jaką rolę w jego karierze odegrało wsparcie rodziców, ich tradycje rzemieślnicze i sklep meblowy ojca, w którym młody Koons jako dziecko wystawiał i sprzedawał kopiowane przez siebie dzieła starych mistrzów. Co zaskakujące, rzadko kiedy biografia artysty opiera się na takim spokojnym continuum i tradycyjnych wartościach oraz daleka jest od skandali, używek i krańcowych stanów psychicznych. A jednak zarówno autor filmu, jak i jego bohater, podkreślają rolę instytucji rodziny i emocjonalnej stabilności w myśleniu artysty o życiu, świecie i własnej twórczości, i eksponują jego trwałą i rzadką dziś cechę jaką jest powszechna troska: wobec rodziny i najbliższych, ale i troskę o swoich odbiorców i przyszłych kupców, których Koons chce uszczęśliwiać idealnym dziełem, co momentami zahacza o obsesję perfekcjonizmu, kiedy kupiec czeka na zamówioną pracę przez…dziesięciolecia.

Ale nie chodzi tylko o niedoścignioną precyzję i perfekcję powierzchni, a przede wszystkim głębię odczuć. Jak przekuje Koons, odpowiednio przygotowane powierzchnie czynią odbiorcę bardziej podatnym na kontemplację nad sensem życia i skłaniają do szukania kontekstów i odniesień do przeszłości.

Zarówno droga życiowa i zawodowa Koonsa, jak i sama jego sztuka to opowieść o akceptacji owej przeszłości, ale i jego wynikowej jaką jest teraźniejszość, czyli akceptacji „idealnego siebie w danym momencie, z pełnym wymiarem swojej historii” – jak określa to artysta.

Finał filmu o człowieku zbijającym ogromne sumy na swojej sztuce w czasach późnego kapitalizmu jest jednak niezwykle humanitarny i dający nadzieję. Najważniejsza wartością, której hołduje artysta jest autentyczne poczucie więzi i zjednoczenie, tak w rodzinie, tak i w relacji artysta – odbiorca. To więź jest jego punktem dojścia.

O relacjach rodzinnych, rodzinnej traumie i pamięci mówi też sztuka Michała Korchowca, polskiego artysty wizualnego, wielokrotnie nagradzanego scenografa teatralnego (m.in. do spektakli Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego) i reżysera dokumenów, absolwenta Wydziału Malarstwa krakowskiego ASP.
Widać to zarówno w obrazach opartych na „szarych kliszach” z domowego archiwum, jak i w filmie dokumentalnym „Morgenrot” z 2016 roku, poświęconym jego dziadkom i doświadczeniu dorastania w cieniu przemilczanej historii. Jednak tym, czym ostatecznie zajął się Korchowiec po latach intensywnych introspekcji jest rzeźba świetlna. To kolorowe, sferyczne i odrealnione świecące obiekty, nagradzane m.in. na Łódź Design Festival 2022 i prezentowane na międzynarodowych przeglądach designu, takich jak Venice Design Week, które mogliśmy podziwiać podczas spotkania w Kinotece, gdzie artysta osobiście prezentował ich modułowy i zmienny charakter, angażując uwagę publiczności. W rozmowie z Olgą Kisiel-Konopką, Korchowiec wyznał, że świetlne rzeźby, powstały w odpowiedzi na jego osobiste doświadczenia żałoby i samotności w czasie pandemii, a artysta traktuje je jako próbę „wyciągania z ciemności” – przepracowywania trudnych emocji poprzez kolor, światło i formę.  Korchowiec dzieli życie i pracę między Polskę a zagraniczne rezydencje artystyczne; inspiracje czerpie z licznych podróży, m.in. do Maroka, Japonii czy Islandii, gdzie wybrane prace prezentuje islandzka galeria Listval w budynku opery Harpa w Reykjavíku. Ale punktem wyjścia jego świetlnej sztuki stały się też z pozoru przypadkowe przedmioty i nieplanowany proces: „Po pandemii zdecydowałem, że potrzebuję znaleźć coś, co zacznie balansować moją samotność, moją przeszłość.  Przypomniałem sobie, że gdy kiedyś pracowałem na Islandii, to kupiłem czerwoną grzewczą żarówkę, która mi bardzo wtedy pomogło. A miałem bardzo dużo różnych przedmiotów: starych, kolorowych, szklanych kloszy, szklanek, wspaniale jest takie rzeczy znajdować.  Zacząłem więc tworzyć obiekty, na początku nakładałem na żarówki te kolorowe szklanki, szklane filtry.  Te kolorowe szklanki doprowadziły do stworzenia takiego obiektu, który będzie się rozświetlał i zmieniał kolor. Ponieważ wszystkie moje obiekty są w zupełnie innych kolorach za dnia, kiedy nie świecą, a inne, kiedy zapada zmrok i zaczynają powoli przybierać takie intensywne barwy.”

Artysta podkreślił silne przywiązanie do swoich obiektów. Dlatego by nie potęgować z nimi emocjonalnej więzi nadaje swoim pracom jedynie numery, a nie tytuły. Przywilejem nowego właściciela jest nadanie obiektowi imienia, „udomowienie” go, co pokazuje, że prace Korchowca najczęściej trafiają do przestrzeni prywatnych, a nie instytucjonalnych, na całym świecie.

Partnerami spotkania Kino i Architektura byli:

Kontakt Simon, Calligaris, Rubio Monocoat, Mercedes Benz MB Motors, ICON16 + beBIO Cosmetics, Automio + Kerno, Seafood Station, Deante Design Studio.

Kolejne spotkanie z cyklu Kino i Architektura już w lutym. Dodatkowe informacje www.okkpr.pl

Wizytówki

{designteka.pl}

{designteka.pl} to nowoczesny portal internetowy poświęcony wszystkiemu co związane z designem.

Piszemy o interesujących produktach, trendach, miejscach oraz wydarzeniach w polskim i światowym designie...

dowiedz się więcej

Twój artykuł w designtece

Chcesz opublikować ciekawy artykuł lub podzielić się z innymi ciekawym wydarzeniem?

dowiedz się więcej

Sugestie

{designteka.pl} to także Twoja strona!
Jeśli chciałbyś coś zasugerować
lub podzielić się z nami swoją opinią...

napisz do nas